Parę chwil temu zdziwiłem zakonczeniem jednego z wg. mnie najbardziej zaskakujących horrorów. Zaczyna się dość typowo. Środek lasu, noc ucieka dziewczyna a za nią idzie morderca, który oświetla drogę latarką, nie mogąc jej znaleźć dzwoni na jej numer, i zabija. Brzmi dość typowo. Następna scena odbywa się już w filmowym amerykanskim collegu. Główny bohater poznaje się z "królową" szkoły. W nocy budzi go kolega z pokoju, każe mu iść ze sobą. Idą do kaplicy(nie to nie jest film przepełniony opetaniem i inną tego typu fantastyką. I jak się domyślacie spotyka grupę studentów. Bez ceregieli dowiaduje się, że będą grać w grę, która polega na znalezieniu kłamcy. Nie dziwne, ale naszemu bohaterowi udaje się wygrać. Następnego dnia grają w tę samą grę, tyle że oni kłamią a college szuka kłamcy. Postanowili stworzyć charakter seryjnego mordercy. Wmówili, że ta sytuacja miała miejsce w poprzednim collegu. Każdy z nich napisał jak zginie. I wtedy rozpoczyna się akcja, brzmi banalnie, akcja banalna, ale koniec mnie zszokował.
Moja ocena: 7/10
-
- monotonia
- prawie cały film przewidywalny
- film nisko budżetowy
+
- zakonczenie
- pomysł
- bohaterowie
- niektóre sceny trzymają w napięciu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz